Zakola potrafią zepsuć humor przy każdym spojrzeniu w lustro, choć ma je prawie każdy dorosły mężczyzna: w badaniach populacyjnych recesję w okolicy skroni stwierdza się u ponad 98 procent badanych. Sama ich obecność nie jest więc rozpoznaniem choroby, a pytanie, które ma znaczenie, brzmi inaczej: czy linia włosów cofa się dalej. Poniżej poradnik, jak to sprawdzić i co z tym zrobić, od rzeczy działających od zaraz do zabiegów.
Dlaczego włosy znikają właśnie na skroniach?
Winowajcą jest dihydrotestosteron, w skrócie DHT, który powstaje z testosteronu w samej skórze. Mieszki w okolicy czołowo-skroniowej są na niego wrażliwe: pod jego wpływem miniaturyzują, czyli każdy kolejny włos wyrasta cieńszy i krótszy od poprzedniego, aż przestaje pokrywać skórę. Mieszki na potylicy tej wrażliwości nie mają i to właśnie dlatego z tamtej okolicy pobiera się włosy do przeszczepu.
Co ważne, nie chodzi o to, ile testosteronu masz we krwi: badania nie pokazują tu powtarzalnych różnic między mężczyznami łysiejącymi i nie. Liczy się to, co dzieje się lokalnie, w konkretnym mieszku. Dlatego „badanie testosteronu” rzadko odpowiada na pytanie, z którym przychodzisz.
Krok pierwszy: ustal, czy to już łysienie
To rozróżnienie decyduje o wszystkim, co dalej. Wytyczne europejskie zauważają, że prawie wszyscy mężczyźni rasy kaukaskiej rozwijają pewną recesję skroni już w wieku nastoletnim. U części zatrzymuje się ona na tym etapie na stałe i jest po prostu kształtem linii włosów, a nie chorobą.
Łysienie androgenowe rozpoznaje się po miniaturyzacji, a nie po samym lustrze. W trichoskopii, czyli oglądaniu skóry głowy w dużym powiększeniu, szuka się zróżnicowania grubości łodyg i zwiększonego odsetka cienkich, meszkowych włosów. Jeśli tego nie ma, nie ma też podstaw do leczenia farmakologicznego i cała sprawa sprowadza się do estetyki.
Dwa sygnały, z którymi warto iść do specjalisty: włosy w okolicy skroni wyraźnie cieńsze niż na potylicy oraz zmiana widoczna na zdjęciach z ostatniego roku lub dwóch. Rób więc zdjęcia kontrolne, zawsze przy tym samym świetle i ujęciu. To najtańsze narzędzie diagnostyczne, jakie masz pod ręką.
Co pomaga od razu, bez zabiegu i bez leków
Najszybciej działa fryzjer. Przy krótkim strzyżeniu kontrast między włosem a skórą maleje, więc granica linii przestaje się rysować wyraźnie, a zakola przestają być pierwszą rzeczą, którą widać. Dłuższe włosy zaczesywane na boki dają efekt dokładnie odwrotny: podkreślają kąt, który miały zasłonić.
Druga rzecz to zarost: mocniejszy przesuwa uwagę w dół twarzy i zmienia proporcje, co robi więcej niż większość kosmetyków na włosy.
Trzecia to zagęszczacze i pudry włókienkowe. Osiadają na łodygach, zmniejszają prześwit i działają natychmiast. Warto tylko wiedzieć, czego się po nich nie spodziewać: nikt nie zmierzył w badaniu ich odporności na pot i deszcz, a krążące dane pochodzą od producentów. Traktuj je jak makijaż, nie jak leczenie.
Czy leki coś dadzą na zakola?
Tu trzeba rozdzielić dwie rzeczy, bo kliniki często je zlewają. Leki mają dobrze udokumentowane działanie na przerzedzenie szczytu głowy. Na odbudowę cofniętej linii włosów nie mają.
Dokument rejestracyjny finasterydu stwierdza wprost, że nie ustalono, czy lek działa w recesji dwuskroniowej: badania rejestracyjne zliczały włosy na szczycie głowy, a obszar zakoli był z nich wyłączony. To nie znaczy, że lek nie działa; znaczy, że akurat tam nikt tego nie sprawdził.
Minoksydyl miejscowy ma jedyne dane zmierzone wprost w okolicy czołowo-skroniowej i wypadają one dwuznacznie. Po czterech miesiącach przyrost włosów był wyraźny i istotny wobec placebo, ale po kolejnych dwóch miesiącach stopniał i różnica przestała być istotna. Wniosek z tego jest jeden: leki pracują raczej na utrzymaniu tego, co jeszcze masz, niż na odtworzeniu linii, którą już straciłeś. I działają tylko tak długo, jak je stosujesz.
Mikropigmentacja, czyli iluzja gęstości
Zabieg polega na wprowadzeniu pigmentu w skórę w postaci tysięcy punktów imitujących ujścia mieszków, zwykle w dwóch do czterech sesjach, a korekty są tu elementem normalnym, nie powikłaniem.
Czego oczekiwać: mikropigmentacja nie odtwarza włosa, a zmniejsza kontrast między skórą a włosami. Dlatego najlepiej wygląda przy krótkim strzyżeniu. Pigment z czasem blaknie i zmienia odcień, a tempo tych zmian zależy od skóry, słońca i pielęgnacji.
Dla kogo to dobry wybór: dla mężczyzny, który chce szybkiego efektu wizualnego, akceptuje krótkie włosy i nie chce zabiegu chirurgicznego. Dla kogo nie: dla kogoś, kto planuje nosić dłuższe włosy i oczekuje, że zakola przestaną istnieć.
Przeszczep w zakola, czyli co się właściwie dzieje
Przeszczep przenosi mieszki z potylicy, oporne na DHT, w obszar objęty recesją. Przy samych zakolach mówimy o zabiegu niewielkim: na obie strony zużywa się zwykle kilkaset jednostek mieszkowych, czyli znacznie mniej niż przy odbudowie szczytu głowy.
Jedna rzecz zaskakuje pacjentów najczęściej: gęstość uzyskana w przeszczepie jest niższa od naturalnej i tak ma być. Wrażenie gęstości buduje grubość łodygi i układ włosów, nie sama ich liczba, więc dobrze zaprojektowany przeszczep wygląda naturalnie właśnie dlatego, że nie wypełnia wszystkiego.
Druga to projekt linii. W pomiarach na kilkuset mężczyznach kąt czołowo-skroniowy był zawsze ostry, nigdy rozwarty, i stąd zasada, o której warto wiedzieć przed konsultacją: tego kąta nie wypełnia się do końca. Linia bez żadnej recesji wygląda u dorosłego mężczyzny sztucznie, a za dziesięć lat jeszcze gorzej, bo otoczenie zmienia się dalej.
Trzy rzeczy, których nikt nie powinien ci obiecać
Pierwsza: trwałego efektu po odstawieniu leków. Po finasterydzie efekt odwraca się w ciągu roku, a po minoksydylu utrata włosów wraca zwykle po kilku miesiącach. To terapia na lata albo żadna.
Druga: że przeszczep zatrzyma łysienie poza obszarem zabiegu. Nie zatrzyma. Przeszczepione włosy zostają, ale te wokół nadal są wrażliwe na DHT, dlatego po zabiegu zwykle proponuje się leczenie podtrzymujące. W badaniu porównującym obie drogi grupa z leczeniem zyskała włosy w okolicy czołowej, a grupa bez niego je straciła.
Trzecia: że zakola to zawsze choroba. Jeśli nie ma miniaturyzacji, nie ma czego leczyć, a zabieg robi się dla estetyki, co jest zupełnie legalnym powodem, byle nazwanym wprost.
Podsumowanie
Zakola są u mężczyzn niemal powszechne i same z siebie nie oznaczają choroby. O tym, czy to początek łysienia androgenowego, rozstrzyga miniaturyzacja widoczna w trichoskopii, a nie kształt linii w lustrze. Od zaraz pomaga krótkie strzyżenie, zarost i zagęszczacze. Leki mają w tej konkretnej okolicy dane słabsze, niż się sądzi, i działają tylko w trakcie stosowania. Mikropigmentacja daje iluzję gęstości przy krótkich włosach, a przeszczep odtwarza linię, ale zawsze z zachowaniem naturalnej recesji i zwykle z leczeniem podtrzymującym w tle.
Źródła
- Classification of Male-pattern Hair Loss. Skin Appendage Disorders 2017. PMID 28932058.
- Dr n. med. Turkowski P., Zakola u mężczyzn – przyczyny i perspektywy leczenia, https://piotrturkowski.pl/blog/zakola-u-mezczyzn-przyczyny-i-perspektywy-leczenia/
- Leavitt M, Perez-Meza D, Barusco M i wsp. Effects of finasteride (1 mg) on hair transplant. Dermatologic Surgery 2005. PMID 16188178.
Źródło: artykuł partnera, fot. Depositphotos